Gdańsk 1831
Maj 1831: z Płocka do Gdańska Jacob, Ari, Staszek i Halszka nie wiedzą nawet, jak rozsądne to było – jeśli rzecz jasna chcieli zrealizować swój plan – żeby wyruszyć w podróż niezwłocznie, zostawiając za sobą Płock i jego wysoczyznę. Staszek i Halszka ledwo ojca zdążyli pochować. Porucznik, który wydał rozkaz podpalenia łodzi przewoźnika zupełnie nie przejął się tym, że stary Bogusz zginął w płomieniach, jakby chciał wraz z nimi spopielić – choć była to zapewne nieudana próba uratowania choćby ostatniej z nich. Jak to z nim było naprawdę, na to pytanie nikt nie śmiał odpowiedzieć – a już na pewno nie jego całkiem dorosłe już dzieci, para słomianowłosych bliźniaków, tak podobnych do siebie, że Halszka łatwo mogła uchodzić za brata, a Staszek za siostrę. Dziesięć lat zajęło Boguszowi, by stworzyć godne bytowanie dla swojej mocno już przecież okrojonej rodziny – a spopieliło się to wszystko w jeden wieczór. Nie był to też pierwszy pożar w życiu starego. Ale pierwszy, które...